Torpeda Majlo
Miał być ojcem kolejnych pokoleń pseudoamstaffów, ale na szczęście okazał się o niebo bystrzejszy od swego „właściciela”, któremu tak dał w kość, że „za karę” wylądował w schronisku, doprowadzając – jak wieść niesie – jego januszowy biznesik pseudohodowli do bankructwa. Nam również czasem daje w kość, ale nie jest to jego wina, lecz konsekwencja braku wychowania w dzieciństwie, socjalizacji w młodości i nauki dorosłego życia u boku człowieka.
Majlo pierwszy rok życia spędził w domu z ogrodem, nie wychodząc na spacery, w skutek czego nie wiedział, czym jest przestrzeń miejska, nie umiał komunikować się z innymi psami, i kompletnie nie kumał, czemu jego wolność została nagle ograniczona do kawałka sznurka zwanego smyczą, a jego zęby zostały zakratowane paskudztwem zwanym kagańcem. Próby szybkiego nadrobienia tych zaległości zrodziły w nim bunt, co w przypadku piekielnie silnego, temperamentnego psa, uwielbiającego rozładowywać emocje za pomocą łapania zębami było drogą donikąd. Ograniczenie wolności, wymuszanie posłuszeństwa, blokowanie ekspresji prowadziły jedynie do frustracji, która wybuchając, była już trudna do opanowania, a niepokornemu młodzieńcowi przypięła etykietę „psa NIEZWYKLE wymagającego”.
By cokolwiek ruszyć naprzód, Majlo wymagał przede wszystkim zrozumienia i umożliwienia realizacji swoich naturalnych potrzeb. Wystarczyło zaoferować mu dobre szarpaki, by przestał obgryzać swego opiekuna (co warto podkreślić, Majluś jest psem zupełnie NIEagresywnym wobec ludzi, a swoje ząbki używa jedynie dla funu). Oczywiście w ferworze zabawy, nieraz jeszcze potrafi zawisnąć na ramieniu lub piersiach człowieka, ale błyskawicznie orientuje się, że minął się z celem i poza siniakami czy dziurami w kurtce zwykle nie zostawia po sobie śladów. Bardzo trudnymi chwilami są dla niego wciąż momenty wyjścia i powrotu do schroniskowego boksu, w czasie których eksplodują w nim emocje. Pomaga sobie wówczas, pastwiąc się nad smyczą lub szarpakiem, ale już po kilku metrach jest w stanie się opanować. Czasem reaguje tak również na zbyt nachalnie oszczekujące go psy, ale te również wydają się coraz mniej go ekscytować.
Zaspokojony i zrozumiany Majlo u boku człowieka, którego zna i lubi, jest świetnym kompanem do spacerów, zabaw i nauki. Uwielbia niuchać i galopować na długiej lince, ignoruje samochody, rowerzystów i biegaczy, w mig nauczył się pokonywać przeszkody na torze agility, oddaje na zawołanie szarpak i wzorcowo parkuje między nogami przewodnika. Nie jest wciąż ideałem – czasem nie widzi końca zabaw, jego ugryzienia zostawiają siniaki (ale nie rany!), na spacerze nie można go spuścić z oka, bo nie zawsze wie, co zrobić ze sobą, gdy spotka innego psa, kaganiec to wciąż dla niego zło konieczne i źródło frustracji.
Szukamy zatem dla niego domu z ogrodem (to warunek niezbędny, bo każde mieszkanie będzie zbyt klaustrofobiczne i frustrujące), najlepiej w spokojnej okolicy, gdzie w swoim tempie mógłby dalej uczyć się panowania nad sobą, doskonalić sztukę chodzenia na smyczy i komunikowania się z innymi psami. Majlo wypatruje odpowiedzialnego, doświadczonego opiekuna, który lubi angażować się w ćwiczenia i zabawy, potrafiąc bez używania przemocy i siły radzić sobie z mocnymi, bardzo energicznymi i mądrymi podopiecznymi.
Kontakt do wolontariusza: 605437786 (Arek)

